55/2026
Kto mnie zna, ten wie, że literatura obyczajowa lub romans to u mnie naprawdę rzadkość. Zdecydowanie bardziej gustuje w mocniejszych klimatach. Lubię ten dreszcz emocji, a kiedy go brakuje, często czuję znużenie i książka przestaje mnie interesować. Od czasu do czasu robię jednak wyjątek dla autorów, których znam osobiście, albo wtedy, gdy poprzednia lektura zbyt mocno mną wstrząśnie i potrzebuję czegoś innego. Kiedy zobaczyłam, że Elwira Dresler-Janik napisała nową książkę, a jej akcja toczy się w moim rodzinnym Gdańsku, musiałam po nią sięgnąć. Jeśli jesteście ciekawi, jakie wrażenia towarzyszyły mi podczas lektury "Jesiennych liści", pierwszej części z serii Dwór Bergmannów, zapraszam Was na recenzję.
Opis z okładki:
Koniec XIX wieku. Prusy Zachodnie. Gustav Bergmann jest zamożnym właścicielem browaru, a wraz z Josephine wychowuje czworo dzieci w wierze mennonickiej. Kiedy ich siedemnastoletnia córka Margareta przygotowuje się do chrztu, w rodzinie dochodzi do poważnego konfliktu. Jej najstarszy brat Johannes, który od dawna nie może porozumieć się z surową matką, opuszcza dom i znika bez śladu. Bergmannowie próbują ustalić, co się z nim stało, a Margareta rozpoczyna własne poszukiwania. Nie spodziewa się jednak, że przy okazji odkryje również coś, co pozwoli jej lepiej poznać samą siebie.
"To mennonici osuszali bagna, stawiali wiatraki i zamieniali podmokłą ziemię Werder w żyzne pola. Szacunek dla ich pracy był powszechny, ale zrozumienie dla ich wiary było znacznie rzadsze."
Ale to była historia! Pióro Elwiry znam już z poprzednich książek i uwielbiam jej przepiękne opisy. Dzięki nim można poczuć i zobaczyć to, co dzieje się na kartach jej powieści. Dziewiętnastowieczny Danzing, zapach uliczek i browaru, w którym warzy się piwo pachnące chmielem. Wszystko zostało opisane tak, że bez trudu można przenieść się do tamtych czasów i poczuć klimat opisywanych miejsc. Lubię, kiedy autorka nie tylko opowiada historię, ale też pozwala czytelnikowi zanurzyć się w świecie swoich bohaterów. Tutaj zdecydowanie to poczułam.
Bohaterowie w większości są bardzo pozytywni i naprawdę łatwo ich polubić już od początku. No, może poza Josephine. Och, jak ta kobieta działała mi na nerwy! Rozumiem, że takie były czasy i że kobiety musiały być silne i twarde, ale to przecież nie oznacza, że trzeba odmawiać swoim dzieciom uczuć, nie liczyć się z ich zdaniem i podejmować za nie decyzje, które będą miały konsekwencje na całe życie.
Szczególnie mocno trzymam kciuki za Margaretę. Mam nadzieję, że dziewczyna znajdzie w dobie siłę, by przeciwstawić się matce i zacznie podejmować decyzję zgodne z tym, co podpowiada jej serce. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się jej dalsze losy.
Autorka nie oszczędza swoich bohaterów. Na ich drodze pojawiają się nieszczęścia i trudne doświadczenia, które odciskają piętno na ich życiu. Pierwsza część kończy się w takim momencie, że po zamknięciu książki zostałam z pytaniem i co dalej? Jak teraz czekać spokojnie na kolejny tom, kiedy chcę wiedzieć co wydarzy się dalej?
Każda część serii ma być związana z inną pora roku. W "Jesiennych liściach" akcja rozpoczyna się we wrześniu i trwa do listopada. Jesień dobrze współgra z klimatem tej historii, a ja już jestem ciekawa, jak autorka poprowadzi dalsze losy rodziny Bergmannów w kolejnej zimowej odsłonie.
Na szczególną uwagę zasługuje również to, że autorka posługuje się historycznymi nazwami ulic i dzielnic, które obowiązywały w tamtym czasie. Na końcu książki znajdziemy notę topograficzną, w której wyjaśniono poszczególne nazwy. To była bardzo dla mnie bardzo sentymentalna podróż do mojego rodzinnego Gdańska, a szczególnie do Neufahrwasser, czyli Nowego Portu gdzie się wychowałam. Czytanie o miejscach, które znam, choć w zupełnie innym historycznym wydaniu, sprawiło mi naprawdę dużo przyjemności. Takie smaczki zawsze doceniam, a tutaj miały dla mnie dodatkowe, osobiste znaczenie.
"Wiedza nigdy nie była dla kobiet, później z nimi tylko problemy."
Przyznam, że sięgając po tę książkę, wiedziałam, że wychodzę poza swoje czytelnicze przyzwyczajenia. A jednak nie żałuje ani chwili spędzonej z tą historią. Elwira po raz kolejny pokazała, że potrafi opowiadać w taki sposób, że można poczuć klimat opisywanych miejsc i zaangażować się w losy bohaterów, A gdy do tego dochodzi jeszcze Gdańsk, i to ten sprzed ponad stu lat, trudno nyło mi przejść obok tej powieści obojętnie.
Czekam na kolejny tom i mam nadzieję, że nie będę musiała zbyt długo czekać, żeby ponownie zajrzeć do świata rodziny Bergmannów.
Autor: Elwira Dresler-Janik
Seria: Dwór Bergmannów (tom I)
Gatunek: literatura obyczajowa/romans
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 448
Data wydania: 13 października 2026
Bardzo lubię motyw historycznego Gdańska w literaturze, a opisy dziewiętnastowiecznego Nowego Portu brzmią niezwykle klimatycznie i kusząco. Cudownie, że ta powieść, mimo że z gatunku rzadziej przez Ciebie wybieranych, okazała się tak poruszającą i angażującą lekturą. Z ogromną ciekawością sięgnę po tę nowość, szczególnie że kreacja bohaterów i rodzinne tajemnice zapowiadają pasjonującą przygodę czytelniczą na te jesienne wieczory.
OdpowiedzUsuń