56/2026
Dziś znów czas na kolejną książkę z mojego stosiku i spotkanie z autorką, której twórczości do tej pory nie miałam okazji poznać. "Dom bestii" wygrałam za aktywność na Instagramie w ramach wyzwania czytelniczego. Katarzyna Bonda była od dawna znajdowała się na mojej liście autorów do przeczytania, więc w końcu przyszedł czas, żeby sprawdzić, jak odnajdę się w jej twórczości. Jak oceniam to pierwsze spotkanie z autorką i jej książką? Zapraszam na recenzję.
Opis z okładki:
Norbert dorastał w biedzie, w ciasnym mieszkaniu, gdzie na cztery osoby przypadało zaledwie szesnaście metrów kwadratowych. Kiedy w jego życiu pojawia się Marlena, widzi szansę na stworzenie prawdziwego domu. Jest gotów zrobić wszystko, by ochronić swoje marzenie, nawet jeśli będzie musiał uciszyć tych, którzy staną mu na drodze.
Lata później policja wraca do sprawy kobiety, wokół której w niewyjaśnionych okolicznościach znikają ludzie. Śledztwo odsłania mroczną historię, w której za fasadą rodzinnego szczęścia kryje się precyzyjnie zaplanowany mechanizm zbrodni.
Powieść kryminalna oparta na prawdziwych wydarzeniach, opowiadających o narodzinach potwora, który wierzył, że buduje raj. To historia ostatniego polskiego seryjnego mordercy, skazanego na dożywotnie pozbawienie wolności za cztery ofiary.
"Musisz mieć skórę słonia, bo życie nie będzie cię rozpieszczać. Dostałeś taki los, żeby się wzmocnić. Bóg cię doświadcza."
Na tę książkę miałam ochotę już od dnia premiery, bo informacja, że historia jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, działa na mnie jak magnes. Wiadomo, że opowieści, które mają swoje źródło w rzeczywistości, oddziałują na nas zupełnie inaczej niż fikcja literacka. Świadomość, że podobne wydarzenia naprawdę miały miejsce, sprawia, że podczas czytania pojawia się jeszcze więcej pytań i trudno przejść nad niektórymi sytuacjami do porządku dziennego. Oczywiście jak to mam w zwyczaju, zawsze szukam później informacji o prawdziwej historii, żeby dowiedzieć się jak najwięcej o sprawie. Za każdym razem próbuję zrozumieć, co kieruje człowiekiem, który dopuszcza się tak strasznych czynów. I za każdym razem dochodzę do wniosku, że są rzeczy, których nie potrafię pojąć.
Katarzyna Bonda podzieliła "Domu bestii" na osiem części: dom rodzinny, dom tajemnic, dom prawdy, dom kłamstw, dom gier, dom boży, dom zagadek i dom zbrodni. Każda z nich przedstawia kolejny etap życia Norberta Mazurkiewicza, głównego bohatera powieści. Jego dzieciństwo z pewnością nie należało do łatwych. Dorastał w biedzie, bez własnego kąta, śpiąc na materacu pod stołem. W kościele, do którego trafił zamiast znaleźć bezpieczne miejsce, był wykorzystywany przez księdza. Kiedy udało mu się stamtąd uwolnić uwikłał się w chory układ. Trudno nie zastanawiać się, jak te wszystkie doświadczenia wpłynęły na jego psychikę i późniejsze decyzje. Czy to właśnie one ukształtowały człowieka, który z czasem stał się mordercą? Nie próbuje go usprawiedliwiać, ale jego historia pokazuje, jak wiele zła może spotkać człowieka już na początku życia.
To nie jest typowy kryminał z zaskoczeniem ani wielkim odkrywaniem tożsamości sprawcy. Zamiast tego, przez większość lektury towarzyszą nam szok, niedowierzanie i próby zrozumienia, jak doszło do tego, że Norbert, stał się tym, kim się stał.
Jeśli chodzi o bohaterów, trudno tu mówić o sympatii do któregokolwiek z nich. W tej historii nie ma nikogo, komu mogłabym zaufać, kibicować albo chociaż współczuć. Jedni krzywdzili innych wprost, inni dokładali swoją cegiełkę do chorego układu, w którym wszyscy tkwili. Im lepiej poznawałam tych ludzi, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że każdy z nich miała swoją mroczną stronę. Szczególnie Marlena działała mi na nerwy i zastanawiam się jakie wzorce mogły przejąć jej dzieci, które wychowywały się w takim otoczeniu.
Katarzyna Bonda bardzo szczegółowo opisuje całą historię wgłębiając się w każdy aspekt życia Norberta. I przez to książka jest monotonna. Dzieje się naprawdę dużo, momentami gubiłam się gdy dochodzili kolejni bohaterowie ale ta historia nie porwała mnie, czegoś jej zabrakło, chociaż trudno określić mi czego konkretnie. Na pewno za długa, zbyt szczegółowa, a bohaterowie nie wzbudzają sympatii. Ja rozumiem, że tu nie było w tej historii żadnego pozytywnego bohatera, którego da się lubić ale oni byli tacy nijacy.
Katarzyna Bonda dokładnie opisuje kolejne etapy życia Norberta, zagłębiając się w jego rodzinne relacje, otoczenie i wydarzenia, które miały wpływ na jego dalsze losy. Jednak dla mnie było tego za dużo. Historia momentami stawała się monotonna, mimo że sporo się w niej działo. Pojawiało się wielu bohaterów i były momenty gdy gubiłam się w tym, kto jest kim. Zamiast wciągać mnie coraz bardziej, książka zaczynała mnie męczyć. Niestety ta historia mnie nie porwała. Czytałam, poznawała kolejne fakty z życia bohaterów, ale nie zawsze czułam potrzebę, by jak najszybciej dowiedzieć się co będzie dalej. Książka jest dla mnie zbyt długa i przeładowana szczegółami, które nie zawsze pomagały mocniej zaangażować się w opowiadaną historię. Zabrakło mi czegoś, co sprawiłoby, że mimo tych wszystkich zastrzeżeń lektura zostanie ze mną na dłużej.
Podsumowując "Dom zbrodni" nie okazał się takim spotkaniem z Katarzyną Bondą na jakie liczyłam. Sięgnęłam po tę książkę z dużym zainteresowaniem, przede wszystkim ze względu na prawdziwe wydarzenia, na których została oparta. Sama historia daje wiele do myślenia i pokazuje, jak trudno czasem zrozumieć motywy, którymi kieruje się drugi człowiek. Niestety, sposób jej przedstawienia nie do końca przypadł mi do gustu.
Po mimo, że to pierwsze spotkanie z autorką nie uważam za szczególnie udane nie oznacza to, że całkowicie ją skreślam z mojej listy. Jeśli wpadnie w moje ręce książka autorki na pewno ją przeczytam. Na razie skupiam się na mojej półce i zmniejszam swój stos czytelniczy.
Autor: Katarzyna Bonda
Gatunek: kryminał
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 480
Data wydania: 8 kwietnia 2026
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za wszystkie komentarze i odwiedziny mojego bloga :)
Każdego z komentujących odwiedzę na pewno :)