18/2026
Bierzecie udział w book tourach? Przyznam szczerze, że ja rzadko. Zawsze są inne zobowiązania, zawsze nie mam pewności kiedy książka do mnie dotrze i czy będę mogła od razu ją czytać. Tym razem uległam i to z kilku powodów. Organizatorką jest moja kochana Ania z Żyć nie umierać. Miałam już okazję czytać jedną z książek autorki "Córki bigini Mokosz" i byłam oczarowana. No i wreszcie mogłam poznać Elwirę podczas spotkania autorskiego w naszej bibliotece.
"Zbliżała się najdłuższa noc w roku, która spowić miała Leszygród ciemnością, zanim mrok zacznie ustępować światłu i dnia zacznie przybywać."
Opis z okładki:
Ta część jak sam tytuł wskazuje rozgrywa się w okolicach tradycyjnego słowiańskiego święta przypadającego na przesilenie zimowe, w najdłuższą noc w roku. Dzieje się naprawdę dużo. Nawoja i Jaczewoj szukają swojego dziecka, które zostało porwane przez tajemniczą dziewczynkę na polecenie Dziwożon. Jaruga, wciąż pogrążona w bólu po stracie córeczki Dobrusi ryzykuje wszystko i wyrusza na spotkanie z Welesem, prosząc o ostatnią możliwość zobaczenia córki.
Miłorad to postać najmocniej doświadczana przez los. Na jego drodze pojawia się licho, które próbuje wpływać na jego wybory, a Marzanna, bogini zimy, również ma wobec niego swoje plany.
"Przyczepiło się do niego złośliwe licho. Demony te znane były z tego, że włóczyły się od wsi do wsi i pozostawiały po sobie tylko smutek."
"Szczodry wieczór" wpisuje się w serię Leszygród i teoretycznie można ją czytać bez znajomości poprzednich części. Ja znałam tylko pierwszy tom, więc na początku musiałam odnaleźć się wśród bohaterów i powiązań między nimi. To jednak było tylko chwilowe, a potem już wsiąknęłam w świat Leszygrodu.
Elwira pisze w niezwykły sposób. Przelewa na karty książki emocje tak sugestywnie, że ma się wrażenie, jakby naprawdę było się tam, między bohaterami. Słychać szum drzew, czuć zapach chleba, pod stopami skrzypi śnieg. To nie jest tylko historia do przeczytania, tylko miejsce, do którego się wchodzi i w którym się na chwilę zostaje.
Elwira pisze w niezwykły sposób. Przelewa na karty książki emocje tak sugestywnie, że ma się wrażenie, jakby naprawdę było się tam, między bohaterami. Słychać szum drzew, czuć zapach chleba, pod stopami skrzypi śnieg. To nie jest tylko historia do przeczytania, tylko miejsce, do którego się wchodzi i w którym się na chwilę zostaje.
Samo wydanie tej serii to coś, na co naprawdę warto zwrócić uwagę. Twarda oprawa i przepiękne barwione brzegi robią ogromne wrażenie i idealnie dopełniają klimat tej historii, sprawiając, że czytanie tej książki daje jeszcze więcej przyjemnośći.
Czytałam z zapartym tchem, kibicując bohaterom, żeby wszystko im się udało, chociaż od początku czuć, że autorka ich nie będzie oszczędzać. Na każdym kroku czai się coś niepokojącego, coś co burzy spokój i wystawia ich na kolejne próby.
A mimo to cały czas towarzyszy poczucie, że w Leszygrodzie musi istnieć równowaga i że bogowie nie spuszczają oka ze swoich ludzi.
"Miłość matki od pokoleń mnie zadziwia... Tak czułe są wasze serca, co niestrudzenie tęsknią za dzieckiem."
Jestem zakochana w tej historii. Piękna, mądra i taka baśniowa, ale w tym trochę bardziej surowym, momentami mrocznym wydaniu. To opowieść, która potrafi jednocześnie ogrzać i ścisnąć za serce.
Zakończenie zostawia dużo emocji i takie ciche pytanie, czy to już naprawdę koniec. To jedna z tych historii, z którymi trudno się rozstać, bo jeszcze długo wracają w głowie.
Podsumowując, jeśli lubicie słowiańskie klimaty, wyrazistych bohaterów i historie, w których magia splata się z codziennością warto sięgnąć po "Szczodry wieczór". To opowieść o stracie, nadziei, miłości i walce o to, co najważniejsze. I o tym, że nawet w najdłuższą noc prędzej czy później zaczyna robić się jaśniej.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za wszystkie komentarze i odwiedziny mojego bloga :)
Każdego z komentujących odwiedzę na pewno :)